wtorek, 3 maja 2016

Pąk przeszłości, liść przyszłości





                Kiedy byłem mały chciałem być weterynarzem. Od zawsze uwielbiałem zwierzęta. Pragnąłem się nimi opiekować. Nigdy nie miałem większego zwierzęcia od chomika ze względu na to, iż na większe, szczególnie te o dłuższym włosiu, dostawałem potwornej alergii. Mój ojciec miał pasję. Hodował ryby akwariowe. Jednak chomiki czy rybki to nie to samo co pies bądź kot. Ktoś mi kiedyś powiedział, że psy mają umysł czteroletniego dziecka. Koty prawdopodobnie mają podobnie. Zawsze pragnąłem mieć kota. Takiego własnego. Nie wypożyczonego. Nie do opieki "na chwilę". Chciałbym takiego kociego przyjaciela, który będzie mi towarzyszył przy realizacji innych pasji.

                Czuję, że jeden konkretny zawód jest dla mnie ograniczający. Chciałbym kiedyś umieć pogodzić wszystkie moje zainteresowania. Tak, wiem, że z czegoś trzeba żyć, ale nie chciałbym za wszystko co zrobię otrzymywać wynagrodzenia. Mam świadomość, że cokolwiek bym nie robił, nic z tego nie będzie doskonałe, więc jakim prawem miałbym brać za to pieniądze? Po za tym to tak, jakbym sprzedawał swoje dzieci, które kocham. Moje twory są moimi dziećmi.








               Kiedy byłem mały bawiłem się głównie sam ze sobą, ponieważ jestem jedynakiem i w domu tak naprawdę nie miałem się z kim bawić. Rodzice całymi dniami pracowali i mimo, że opiekowała się mną babcia, to tak naprawdę wychowywałem się sam. Jednak wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz satysfakcjonowało. Dzięki temu miałem bardzo dużo wolnego czasu, który w większości przeznaczałem na rysowanie. Potrafiłem cały dzień przesiedzieć nad kartką papieru. Rysunków produkowałem na tony. Były one przeróżne. Projektowałem ubrania, budynki, wystroje mieszkań, ogrody, mapy skarbów. Kiedy byłem starszy przenosiłem owe projekty do Simsów, które dawały mi większe możliwości tworzenia. Traktowałem tę grę jak program graficzny. Wracając do rysowania, lubiłem kreować także książki, komiksy i czasopisma, oczywiście bogate w rysowane przeze mnie ilustracje. Sam pisałem teksty do nich. Lubiłem bawić się w pisarza czy dziennikarza. Do dziś uwielbiam. Wymyślałem też formy przestrzenne. Raz zrobiłem radio z papieru. Oczywiście w tej chwili nazwałbym to makietą radia, ponieważ stanowiło tylko konstrukcję, w środku było puste. Rzecz jasna udawałem, że jest ono prawdziwe.

                Pragnę wspomnieć, że kiedy byłem młodszy interesowałem się sztuką tatuażu. Chciałem zostać tatuatorem, gdy dorosnę. Moją inspiracją stała się Kat Von D. Marzyłem, by być taki, jak ona - świetnym obtatuowanym rysownikiem. Kiedy dorastałem zrozumiałem, że rzeczy na stałe mnie nie zadowalają. Nie mógłbym posiadać tatuaży, mając świadomość, że zostaną na mojej skórze już na zawsze. Za bardzo lubię zmiany.

                Wracając do mojego dzieciństwa to prócz zabaw biernych preferowałem także te bardziej aktywne, chociażby w "dom". Odgrywałem jednocześnie rolę ojca, matki, a nawet dzieci. Często wymyślałem niewidzialnych przyjaciół. Przerabiałem pomieszczenia w domu wyobrażając sobie, że wyglądają one zupełnie inaczej niż naprawdę. W mgnieniu oka każdy fotel mógł stać się górą lodową albo ogromnym drzewem. Z tego co pamiętam, a pamiętam mało, najbardziej lubiłem wyobrażać sobie, że całe mieszkanie to tak naprawdę ogromny sad. Natomiast ja byłem królikiem z Kubusia Puchatka. Udawałem, że zbieram owoce i robię z nich konfitury, a następnie przenoszę je do piwnicy. Oczywiście wszystko było "na niby". Lubiłem także zabawę w teatr. Pisałem do nich scenariusze, planując każdy punkt programu bardzo szczegółowo. Godzinami układałem całą scenografię, używając do niej przeróżnych materiałów, przykładowo firan czy prześcieradeł. "Komponowałem" także ścieżkę dźwiękową, co chwilę wymieniając kasety w magnetofonie. Aktorami były zabawki - pluszaki, lalki i samochody. Na swoje spektakle zapraszałem moich dziadków. Rysowałem nawet bilety.








                 Jakiś czas później rodzice kupili mi pierwszy cyfrowy aparat fotograficzny. Jakość w nim nie była powalająca. Osiem mega pikseli mnie nie zadowalało, do czasu aż nie odkryłem opcji nagrywania. Od tamtej pory zacząłem przeistaczać przedstawienia w krótkie filmy. Na początku robiłem covery różnych seriali, które lubiłem oglądać w telewizji, na przykład "H2O Wystarczy kropla wody". Moimi aktorami były lalki. Szybko stwierdziłem, że ujęcia ciągłe mnie nie satysfakcjonują, dlatego szukałem sposobów, by je połączyć w jeden spójny film. Nie pamiętam jak do tego doszło, prawdopodobnie szperając w zawartości komputera odkryłem Windows Movie Maker, którego w tej chwili szczerze nienawidzę, ale od czegoś trzeba było zacząć. Ponieważ w tamtych czasach nie miałem jeszcze internetu w domu, uczyłem się obsługi tego programu sam, metodą prób i błędów.

                Rodzina szybko zauważyła moje zainteresowanie tworzeniem filmów, dlatego niedługo później mój chrzestny podarował mi niewielką kamerę. Wtedy moje wideofilmowanie weszło na wyższy poziom. Zacząłem nagrywać imprezy rodzinne, a następnie je montować, bawiąc się efektami odrobinę lepszych programów niż ten windowsowski.

                Przyszedł moment, że i kamera stała się dla mnie zbyt słabym sprzętem, dlatego zbierałem pieniądze, by sprawić sobie lepszy. Cztery lata temu kupiłem sobie dużo lepszą cyfrówkę - Nikona, którym obecnie robię zdjęcia. Niemal natychmiast pokochałem fotografię makro, ponieważ ten aparat dał mi możliwość robienia zdjęć z odległości nawet pięciu milimetrów.

                Dopiero niedawno zrozumiałem, że moją największą pasją, którą nie jestem w stanie zignorować, i wracam do niej za każdym razem ze zdwojoną siłą, jest filmowanie. Wiele razy myślałem, a wręcz byłem przekonany, że to zupełnie nie dla mnie, że mam za mało wytrwałości do tego, że nie poradzę sobie. Ale ciągle było coś, co nie pozwalało mi się poddać. Minęło bardzo dużo czasu, kiedy zrozumiałem, że filmowanie jest połączeniem dwóch moich pasji - pisania i fotografowania. Od zawsze żyłem w świecie fantazji. Tworzyłem wyimaginowane sytuacje, na pół realne, na pół abstrakcyjne. Z drugiej strony uwielbiałem uchwycać chwile ulotne, zatrzymywać na chwilę czas, uwieczniać coś małego, kiedy na co dzień nie zwraca się na to uwagi i prezentować piękno owego przedmiotu obserwacji.








                Pragnę także wspomnieć o zajęciu, które narodziło się w czasie buntu, wraz z kreowaniem wizerunku wizualnym mojej osoby. W pewnym momencie mojego życia przeszła mi przez głowę myśl, iż mógłbym zostać fryzjerem. Jednak po kilkudziesięciu próbach na kilku osobach okazało się, że to zupełnie nie dla mnie, co nie zmienia faktu, że ciągle jestem własnym "fryzjerem". Kiedy sam maluję sobie włosy czy ścinam, sprawia mi to przyjemność. Natomiast, gdy mam zająć się czyjąś fryzurą czuję jedynie spięcie i niepewność, bo mam tę świadomość, że dana osoba będzie przez jakiś, nieco dłuższy okres czasu nosić to, co stworzę jej na głowie.

                Moja kolejna, mogę powiedzieć, że wręcz przypadkowa, poboczna pasja ewoluowała z rysowania i malowania. Jest to jedyne moje zainteresowanie, którego częściowo nie odkryłem sam, a pomogła mi w tym niegdyś bardzo ważna dla mnie osoba. Prawdopodobnie, gdyby nie ona to nie zainteresowałbym się sztuką charakteryzacji i makijażu, ponieważ w pierwszej kolejności była to jej pasja, nie moja. Szybko zaraziłem się od niej magią świata wizażu. Wbrew pozorom samo noszenie przeze mnie makijażu jest mi obojętne. Największą przyjemność stanowi dla mnie sam proces jego tworzenia. Nie zauważyłem kiedy pasja ta wplotła się i idealnie zgrała z moimi innymi zainteresowaniami. Obecnie ciągle się jej uczę, a moją szkołą stał się YouTube. 








                Żałuję, że rodzice, kiedy byłem mały, nie wpadli na pomysł, by posłać mnie do szkoły muzycznej. Na pewno znienawidziłbym ich za to, ale grając na jakichś skrzypcach czy klarnecie, z pewnością w chwili obecnej byłoby mi znacznie łatwiej rozpocząć przygodę, której jeszcze nie dane mi było zasmakować. Wiem, że rzuciłbym owy instrument ze złością w kąt, ale po jakimś czasie, zapewnie bardzo długim czasie zrozumiałbym, że owy wątek był mi bardzo potrzebny i stanowił tylko wstęp do rozdziału.

                W gimnazjum, pod wpływem muzyki blackmetalowej, marzyłem o tym, żeby kiedyś nauczyć się grać na perkusji. Zawsze chciałem tworzyć coś dla kogoś, żeby to inny człowiek miał ze mnie pożytek i, żebym pomógł mu zrobić coś ważnego dla niego. Stąd narodziła się myśl o tym, iż mógłbym kiedyś być producentem muzycznym. Moim hobby jest szukanie nieznanych mi gatunków. Muzyka jest nieodłączną częścią mnie. Jest to moja najmłodsza pasja. Może miałem ją już wcześniej, ale byłem jej nieświadomy. I pomimo tego, że mam o niej zerowe pojęcie, chciałbym kiedyś znaleźć czas i możliwości, żeby zacząć się w nią bawić. W różne gatunki. Nigdy się nie ograniczałem do jednego. Jednakże na chwilę obecną myślę, że mógłbym wystartować z takich klimatów jak ambient, chillout, underwaterwave, vaporwave, synthwave, post witch house, trap, a także, trochę przecząco do tychże styli atmospheric death metal. Jednak potrzebuję jeszcze dużo czasu, żeby to dobrze przemyśleć. Na pewno to jest zarys planu na przyszłość, nie na teraz.








                Mimo, iż jestem indywidualistą, i preferuję pracę sam ze sobą, to czuję, że taki układ zaczyna mnie ograniczać i sprawia, że stoję w miejscu, a powinienem iść dalej. Nie lubię angażować ludzi w to co robię dla własnej rozrywki, ale chyba niedługo będę kogoś potrzebował. Praca, że tak powiem, "na sobie" spowalnia mój rozwój, a wręcz znacznie go uniemożliwia. Dlatego pomyślałem o tym, że mógłbym znaleźć osobę, która pomogłaby mi realizować moje pasje. Potrzebuję kogoś, kto na chwilę "sprzedawałby" mi swój wizerunek i pozwalał na traktowanie siebie jak czyste płótno. Chciałbym móc tę osobę malować, nagrywać czy fotografować. Osoba ta oczywiście musi lubić zmiany jak i bycie obserwowaną przez szkło obiektywu. Innej opcji, żeby ta współpraca się udała, nie ma. Nienawidzę zmuszać ludzi, do robienia czegoś przez co czuliby się źle. A dlaczego jedna i ta sama osoba? Ponieważ chcę do niej przywyknąć. Gdybym miał się przyzwyczajać za każdym razem do innego człowieka, strasznie męczyłoby mnie to, a w efekcie porzuciłbym ową chęć do działania. Wiem, że bardzo ciężko będzie mi znaleźć taką osobę. Po za tym nie wiem czy na pewno tego chcę. Nie lubię mieć bardzo bliskiego kontaktu z ludźmi, a praca wizażysty na tym właśnie polega. Nie przepadam także za dyrygowaniem ludźmi, a z kolei praca fotografa tego wymaga. To wszystko się we mnie gryzie i utrudnia jakiekolwiek działanie.

                Jestem wdzięczny mojej przeszłości mimo, iż z niektórych powodów może odrzucała mnie,  czyniąc społecznym wyrzutkiem i w ten sposób zaburzyła wiele mechanizmów. Ale tak naprawdę cieszę się, że wyglądała tak, a nie inaczej, ponieważ ukształtowała to, co naprawdę chcę robić w życiu. Przez większość mojego istnienia byłem święcie przekonany, iż nigdy nie odnajdę celu. Okazało się, że cały czas miałem go przy sobie tylko, że był niesprecyzowany, za bardzo rozczłonkowany. Ciągle jest. Jednak teraz wiem, że przyszedłem tu, żeby tworzyć. Kiedy zrealizuję wszystko, co zaplanowałem, odejdę.  




wtorek, 26 kwietnia 2016

"Nie jest doskonały. Nigdy nie będzie."






                Zaczynam tracić moje pasje. Znowu. Od nowa. Książki i filmy przestają mnie interesować. Nie potrafię się na nich skupić. Nie umiem. Mam do nich niechęć. Nie mam ochoty ich poznawać. Nie chcę. Wszystko wydaje mi się takie obce. Takie nie przeznaczone dla mnie. Albo ja. Taki nieprzeznaczony dla nich.






fot. Perseusz







                Mówisz. Gadasz. Nadajesz. Kręcisz. Odwracasz kota ogonem. Lejesz wodę. Nabijasz w butelkę. Opowiadasz bajki. Wciskasz kity. Picujesz. Rolujesz. Bajerujesz. Blefujesz. Ściemniasz. Łżesz. Po co? Kogo naprawdę oszukujesz? Siebie. Wiem jaka jest prawda. Nie musisz mydlić mi oczu. Po co zakładasz mi klapki na oczy. Może wyglądam, może często się tak zachowuję, ale w tym przypadku idiotą nie jestem. 














                Miłość ta jest inna. Zupełnie pozbawiona pożądania, czerpania z niej cielesnej przyjemności. Nie liczy się tu płeć, zauroczenie, chemia. Jest to miłość na zasadzie poziomu poczucia bezpieczeństwa. Główną rolę gra tu opieka wobec drugiej osoby. Jest niemal jak miłość matki do dziecka. Jak miłość człowieka do zwierzęcia. To jest instynkt, który mimo naszej woli uaktywnia się, kiedy jesteśmy blisko osoby, którą obdarzamy tym rodzajem miłości. Ważne jest też przywiązanie. Ta więź, która łączy dwa umysły. Ważna jest myśli, która zastanawia się czy druga osoba odczuwa konsekwencje użycia na niej dobra.













                Kiedy wracam do domu, rzucam się w azyl. Tak jak jestem. Tak jak stoję. Najbezpieczniejsze miejsce na świecie w mych ramionach. Mam ogromny sentyment do tych ścian. Niebiańskich ścian. Kiedy wrócę do domu mogę wreszcie się schować. Potrzeba zniknięcia jest u mnie bardzo silna. Często potrzebuję odreagować. I przeżyć cały dzień od nowa. Dogłębna analiza. Ujęcie po ujęciu. Klatka po klatce. Sekunda po sekundzie. Dokładniej mój umysł nie jest w stanie rejestrować. Nie jest doskonały. Nigdy nie będzie.
                Złe chwile to lekkie tortury. Poniżanie stało się moim codziennym rytuałem. Ten ból nie można nazwać bólem. To jest ironia. Już mnie to nie rusza. Ostrze miecza dobrych wspomnień prawdziwie rozdziera mą duszę. Szczęście tak szybko przemija. Są chwile. Tak piękne. A po jakimś czasie ich nie ma. Giną. Są śmiertelne mimo, iż za wszelką cenę pragniemy zatrzymać czas na zawsze. Pozostaje po nich tylko gorzki posmak radości. I te wspomnienia chwil pozostały w stopklatce. Kurz zatrzymany pomiędzy podeszwą a asfaltem. Włosie falujące na wietrze. I oddechy. Wdechy lub wydechy. Nie ma cyrkulacji powietrza. Wszystko stoi w miejscu.
                Zatrzymuję tę chwilę po raz setny. Tysięczny. I nie mogę przestać. Nie ma jej już namacalnie. Nie odbywa się. Zakończyła swoją czynność. Pozostała daleko w czasoprzestrzeni. W przeszłości. A pamiętam ją, jakby wydarzyła się sekundę temu. Niestety nie. Miała miejsce dawno temu. Z biegiem czasu pamięć o tejże chwili zaciera się. Staje się mało szczegółowa. W końcu dochodzi do tego, iż muszę użyć wyobraźni, by odtworzyć to wspomnienie. Przez to staje się mniej autentyczne. W efekcie pamiętam ją tak, jakby nigdy się nie wydarzyła. Wtedy dochodzi do mej wewnętrznej rozpaczy utracenia szczęścia. To jest jedyna rzecz, której najbardziej w życiu nienawidzę, prócz samego życia. Tęsknię za tą chwilą. Za każdą szczęśliwą. To powoduje największy ból, którego nie sposób w żaden sposób się pozbyć.            





sobota, 16 kwietnia 2016

Białe kwiaty





Znasz prawdę
Ty wiesz, żem jest waleczną bestią
Jednak to zdaje się być mgłą
To wszystko na siłę mnie nie bawi

Obiecałem Ci wiele
Ale Ty też mi obiecałeś
Zauważ jedną rzecz
Któreś z nas będzie musiało złamać obietnicę

Już widzę tę tak długo wyczekiwaną chwilę
Ty jaśniejący
A ja z białymi kwiatami we włosach
Ale kto pierwszy do kogo przyjdzie?



















































































































wtorek, 12 kwietnia 2016

Dyplom 2k16







                Stoczyłem ogromną walkę. Od początku aż do końca sumiennie starałem się dążyć do celu. Nie było łatwo. Rzeźbienie nie jest taką prostą sprawą jak klikanie wektorów w Corelu. To są dwie zupełnie różne drogi. Była harówka, nie powiem, że nie. Nadszedł taki moment, że nie miałem już sił. Psychiczne i fizyczne wycieńczenie. Z biegiem czasu młot uderzał o koniec rączki dłuta coraz wolniej. Coraz słabiej. A moje działania stawały się oporniejsze. Natomiast mięśnie... nie ma się czym chwalić, jednak przybywało im twardości, a żyły na moich dłoniach zaczynały być coraz bardziej widoczne. Ludzie wokół mnie nieustannie nie dawali mi się poddać. Codziennie mieszano mnie z błotem, ale także głaskano po głowie. I tak w kółko. Błędne koło, od którego można zgłupieć. Nic mi nie dało takiego wycisku jak plastyk. Zostawiłem tam mnóstwo własnej zatrutej krwi i słonych łez. Mimo wszystko będę tęsknić. Cholernie.

                Pragnę dodać, iż kufer nie jest na sprzedaż. Nie jest moją własnością, a należy do szkoły. Po za tym skrzynię uważam za bezcenną. Zbyt wiele trudu kosztowała, nie tylko mojego, ale także trzech innych osób, bez których praca ta nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, a pozostałaby szarym punktem w moim umyśle. Słowa nie są w stanie opisać mej wdzięczności.














Opis

                Prezentowana praca dyplomowa przedstawia kufer o wymiarach  38,5 x 54 i wysokości 53,5 cm.  Boki skrzyni i górę wieka, wykonanych z drewna czereśniowego, zdobi płaskorzeźba o motywie wici roślinnej, inspirowanej arabeską wywodzącą się ze starożytnej sztuki hellenistyczno-rzymskiej. Boki kufra zamykają słupki z drewna klonojesionu. Górę wieńczy wieko o kształcie korytowym. Całość stoi na prostych nóżkach. Praca została pomalowana bejcą w kolorze cedru czerwonego z niewielką domieszką bejcy mahoniowej i pokryta dwiema warstwami bezbarwnego lakieru akrylowego. Środek skrzyni i wieka został wyłożony aksamitną tkaniną w odcieniu karminowym. Wieko podtrzymuje niewielki łańcuch.




Koncepcja

                Religia odgrywa w moim życiu dużą rolę. Jestem osobą wierzącą w Jezusa Chrystusa. Przez lata moje poglądy zmieniały się, jednak wiara nie osłabła. Uważam, że jedynie Pismo Święte w pełni stanowi autorytet w sprawach wiary i praktyki chrześcijańskiej, dlatego też postanowiłam na mojej pracy dyplomowej umieścić ważną dla mnie symbolikę biblijną.
                Winorośl to roślina o długich, cienkich pędach pnących się dzięki wąsom czepnym. Jest jedną z najdłużej uprawianych przez człowieka roślin. W Biblii winogrona są symbolem ostatniej wieczerzy. Często Lud Boży był porównywany do gałęzi latorośli, kiedy Chrystus stanowi główną gałąź, a Bóg Ojciec hodowcę.
                Wąż jest symbolem grzechu, zła i szatana. W Starym Testamencie, w Księdze Rodzaju diabeł pod postacią węża skusił pierwszych ludzi, Adama i Ewę do skosztowania owocu z drzewa zakazanego. W konsekwencji doprowadziło to do ich upadku oraz powstania grzechu pierworodnego. Natomiast w Nowym Testamencie w Ewangelii według Mateusza jak i Łukasza opisane jest w jaki sposób szatan kusił Chrystusa, gdy ten był na pustyni przez czterdzieści dni. Szatan poprzez pokusy chciał przetestować boską moc Chrystusa. Pierwsza prowokacja dotyczyła przemiany kamienia w chleb. Druga otrzymania bogactwa i władzy w zamian za pokłon szatanowi. Natomiast trzecia próba dotyczyła sprawdzenia tożsamości Chrystusa, którą wąż opisał słowami "Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień".
                Miecz obosieczny to miecz mający ostrze z obu stron. W sztuce Jezus często jest przedstawiany z tymże mieczem. Wyobrażenie to odwołuje się do Apokalipsy świętego Jana i sceny, w której zbawiciel zasiada na tronie, po prawicy Boga Ojca. Jako Król Wszechświata mieczem obosiecznym rozdziela ludzi sprawiedliwych od niesprawiedliwych. Miecz ten posiada także przesłanie przenośne. Uważa się, że słowa Chrystusa są jak ostrze. Stawiają nas w trudnej sytuacji, przez które ciężko nam stwierdzić czy powinniśmy być za Jezusem czy przeciwko niemu.
                Połączenie węża i miecza obosiecznego przypomina laskę Eskulapa, która jest symbolem lecznictwa, a dokładniej uzdrowienia. Laska ta jest atrybutem rzymsko-greckiego boga medycyny - Eskulapa. Utożsamiam ten symbol z działaniem Biblii, której lektura "leczy", umacniając wiarę w Boga. Jednakże umieściłam na mojej pracy ten pogański symbol na znak mojego chwilowego zwątpienia w istnienie Boga, które przeżyłam w niedalekiej przeszłości.



Forma

                W meblarstwie kufry pojawiły się na miejsce skrzyń w XIX wieku. Były to pojemniki, o kształcie prostopadłościanu, bogato zdobione ornamentami i wysadzane drogocennymi kamieniami, zwężane ku dołowi, nakryte wypukłym wiekiem, często z dodatkowymi dekoracyjnym wykończeniem powierzchni wnętrza tkaniną i metalowymi okuciami na narożnikach. Malowano je farbą pokostową, zwykle zieloną lub brązową. Po bokach zaopatrywano je w antaby do przenoszenia. Mogą posiadać zamek lub skobel do założenia kłódki. Służyły do przechowywania drogocennych przedmiotów. Początkowo kufry miały kształt cylindryczny i były obite cenną skórą cielęcą lub psów morskich. W kufrach przechowywano zazwyczaj odzież. Pełniły funkcję walizek w transporcie.

                Pierwotnie moja praca miała mieć formę trumny, ponieważ swego czasu bardzo interesowałam się tematem egzystencji człowieka, a przede wszystkim jej końca. Śmierć prędzej czy później dotknie każdego z nas, dlatego należy mieć tego świadomość, a także odwagę, by o tym mówić. Temat ten nie powinien być uważany za tabu. Zrezygnowałam jednak z trumny, ponieważ pojemnik na pozbawione życia ciało nie satysfakcjonował mojego zamysłu. Chciałam, żeby moja praca mogła kryć coś wartościowego, co służyłoby społeczności. Kufer idealnie się do tego nadaje. Wybrałam go, iż chciałam, aby moja praca stanowiła powłokę, która chroni coś cennego, a przede wszystkim użytecznego.